piątek, 24 stycznia 2014

Znamy się? prolog+cz.1

Chciałabym tylko jeszcze na początku zaznaczyć, że ten fanfic nie łączy się w żadnym stopniu z poprzednim. Enjoy~!

PROLOG
-No nie wejdziesz nawet na chwilę? Musisz zobaczyć co dziś znalazłem!
-Naprawdę nie mogę, przyszedłem ci przekazać tylko list, bardzo mi się śpieszy… może innym razem -odwrócił się w stronę wyjścia.
-Oh nie marudź… będziesz pierwszym, któremu to pokażę! –z powrotem zaciągnął go do domu.
-Ehh, no dobra, ale tylko na na chwilę –zastrzegł tamten.
Gospodarz  uśmiechnął się od ucha do ucha i zaprowadził gościa do piwnicy.
-A więc poszedłem dziś przed południem tutaj, by znaleźć sobie coś na obiad… -powiedział, gdy schodzili ze schodów –i nagle, ni stąd ni z owąd, deska pode mną się obluzowała i wpadłem w lukę.– chłopak wskazał palcem na dziurę przed sobą. –zbadałem ją trochę i zobaczyłem, że coś się tam w środku błyszczy  –wyjął z półki obok okrągły, bogato zdobiony, porcelanowy przedmiot. – i znalazłem to. Na początku za bardzo się tym nie przejąłem. Wiesz, co rusz znajduję w moim domu jakieś antyki, ale gdy miałem zamiar wbić deskę z powrotem, zobaczyłem coś jeszcze –wyjął z kieszeni pogiętą kartkę i podał ją gościowi –tamten przeczytał rozbawiony na głos: „Dzięki temu możesz mieć wszystkie dziewczyny, jakie tylko zechcesz. Mam nadzieję, że kiedyś to znajdziesz i będziesz używać z rozwagą wnuczku, tak jak ja to robiłem. Twój dziadek.” –parsknął śmiechem – No to ci rodzinka niezły prezent zostawiła… Co to w ogóle jest? Mega oszałamiający perfum zniewalający wszystkie dziewczyny w okolicy?
-Nie mam pojęcia, wygląda jak jakiś owalny porcelanowy kamień… -potrząsnął znaleziskiem –dodatkowo pusty w środku.
-W ogóle co by ci dało, gdybyś mógł mieć wszystkie dziewczyny? I tak nie jest ich za dużo i dodatkowo większość już zajęta... –dostał olśnienia – Wiem! Wystartuj do Liechtenstein!
-Bardzo śmieszne –dał mu kuśkańca w bok i zaczął się bardziej przyglądać porcelanowemu przedmiotowi. –Hej! Tu jest jakiś suwak!
-Hm? W porcelanie?– wziął od niego przedmiot. Pod spodem była mała ruchoma część –Rzeczywiście.
-To jak? Przesuniemy razem?
-Czemu nie?  Najwyżej będziemy mieć problemy ze Szwajcarem, jak się w nas jego podopieczna zakocha.
Jednocześnie pociągnęli za suwak.

Cz.1
-Cholerny alarm… -wymamrotał Feliks Łukasiewicz wyłączając budzik w telefonie. Była sobota, a on jak zwykle zapomniał o przestawieniu go na późniejszą godzinę. Spojrzał leniwie na zegar, który wskazywał siódmą rano. Obrócił się na drugi bok i próbował spać dalej. Jednak dwie minuty później tuż pod jego okno podjechała ciężarówka wywożąca śmieci, co całkowicie go wybudziło z błogiego snu.
-Piękny początek weekendu… -zaklął pod nosem i poszedł do kuchni zrobić sobie kawę.  Wstawiając na gaz już wiekowy czajnik spojrzał za okno na wiosenny poranek na warszawskiej Pradze. Ze swojego mieszkania miał widok na mały park otoczony kilkoma kamienicami, zauważył już nawet pare osób wychodzących ze swoimi psami na spacer albo uprawiających poranny jogging. Mimo wszystko ta dzielnica miała swój urok. Oczywiście mieszkanie tutaj nie było szczytem jego marzeń, po prostu nie miał innego wyjścia.  Od zawsze pragnął studiować na Uniwersytecie Warszawskim, a gdy udało mu się spełnić marzenie, to nie miał pieniędzy, by wynająć coś lepszego. Cieszył się jednak, że przynajmniej ma swoje własne cztery kąty i nie musi mieszkać u znajomych. Wolał nie mieć współlokatorów, ponieważ uważał, że zaburzają mu codzienny rytm dnia. To nie jego wina, że w piątkowe wieczory woli zanurzać się w lekturach, zamiast imprezować jak cała reszta. I tak uważają go za dziwaka, po co miał by się dla nich zmieniać? Wypił szybko kawę z kilkoma łyżeczkami cukru, przebrał się w jakieś normalne ciuchy i poszedł do osiedlowego sklepu po coś do jedzenia.  Już od progu przywitała go uśmiechnięta ekspedientka:
-O, dzień doby Feliks! O tej godzinie na nogach? Myślałam, że w weekendy sypiasz do południa. –powiedziała rozbawiona.
-Dzień dobry pani Basiu. A wie pani, jak się zapomni przestawić budzika wieczorem to tak jest. –odpowiedział z ciepłym uśmiechem na twarzy. Sprzedawczynią była starsza kobieta w niebieskim fartuszku. Feliks bardzo ją lubił, zawsze była dla wszystkich miła. Kupił kilka bułek i dodatków, a potem wrócił do mieszkania na śniadanie.

***
Spoglądał ze zmrużonymi oczami na szafę naprzeciwko. Stał tak chwilę pocierając brodę w zamyśleniu i liczył argumenty za i przeciw. ‘Skoro i tak wstałem wcześniej…’ Westchnął  i z rezygnacją wyjął odkurzacz. Kiedyś w końcu musiał to zrobić, bo już nawet nie pamiętał jaki naprawdę kolor ma jego dywan. Po jako takim ogarnięciu mieszkania padł zmęczony na kanapę. ‘Uf… do świąt już mam spokój ze sprzątaniem.’

Gdy już wystarczająco długo odpoczął, postanowił przejść się do swojej sąsiadki mieszkającej na parterze. Nie miała ona żadnej rodziny, więc odwiedzał ją w każdy weekend, by nie czuła się samotna. Czuł, że jest dla niej jak wnuk. Dlaczego by nie przyjść dzisiaj wcześniej? Zszedł w podskokach po schodach i otworzył jej mieszkanie kluczem. Dała mu go, ponieważ czasami miała problemy z chodzeniem i ciężko byłoby jej za każdym razem iść do drzwi.
-Dzień dobry! –wykrzyknął wesoło Feliks od progu – Postanowiłem dzisiaj przyjść wcześniej, mam nadzieję, że nie przeszkadzam?
-Nie słonko. I tak nie miałam nic do roboty. Miło, że wpadłeś. –powiedziała starsza kobieta siedząca na fotelu i czytająca książkę. –Oh, wiem, że dopiero przyszedłeś, ale mam do ciebie małą prośbę. Mógłbyś wyprowadzić Torisa? Od rana nie daje mi spokoju.
-Oczywiście, nie ma problemu! – miał już go wołać, ale tamten słysząc swoje imię od razu wbiegł do pokoju machając szczęśliwie ogonem i szczekając w niebogłosy. Feliks pogłaskał jego złote futro i założył obrożę.
-Wrócę za 15 minut! – powiedział jeszcze wychodząc. Postanowił wyjść z nim do sąsiedniego parku. Tam spuścił go na chwilę ze smyczy, by mógł pobawić się z innymi psami. Wpatrując się w niego dopadła go nostalgia. ‘Jeszcze rok temu był takim małym szczenięciem…’ Uśmiechnął się w duchu. Pamiętał jak  sąsiadka pozwoliła mu nadać imię. Długo się nad tym zastanawiał, ale w końcu padło na Torisa. Nie wiedział czemu. Czuł, że to imię jest mu bliskie, jednak nie przypominał sobie, żeby znał kogoś, kto się tak nazywa. 


Nagle jego telefon zabrzęczał. Wyjął go i odczytał wiadomość od kolegi ze studiów:
„Jaki dałeś temat na projekt?” Feliks zmrużył oczy. Nie wiedział o co mu chodzi. Nagle doznał olśnienia i pacnął się w czoło. ‘Cholera, jak mogłem zapomnieć?!’. Dziś był ostateczny termin złożenia papierów do projektu na uczelnię,  kompletnie wyleciało mu to z głowy.
„Do której godziny można donieść?” –odpisał.
„Haha, jak zwykle zapomniałeś, co? Chyba do 13.” –spojrzał na zegarek, dochodziła jedenasta. Miał o tyle szczęścia, że wszystko miał już przygotowane, jednak odkładał zaniesienie tego tak długo, aż o tym zapomniał.
-Toris, wracamy! –zawołał psa, a ten momentalnie do niego przybiegł. Szybko wrócił do mieszkania sąsiadki.
-Przepraszam, że tak krótko, ale zapomniałem o ważnym projekcie i muszę jechać na uczelnie. –powiedział zdyszany –W przyszłym tygodniu to pani wynagrodzę! –mówiąc to uśmiechnął się w przepraszającym geście. Wychodząc rzucił jej jeszcze szybkie ‘Do widzenia’ i już go nie było.
-Ach… -westchnęła głaszcząc psa –Powiedz mi Toris, dlaczego dzisiejsza młodzież wszędzie się tak śpieszy?
***
Zmęczony, ale zadowolony Feliks wyszedł z bramy uczelni. Udało mu się zdążyć na czas. Dochodziła dopiero trzynasta, więc dla relaksu postanowił przejść się Krakowskim Przedmieściem. Lubił tędy chodzić. Kochał stolicę tak samo jak cały swój kraj. Spoglądał na piękne kamieniczki i tłumy uśmiechniętych ludzi. Nie chciałby mieszkać gdzie indziej.

Nagle zaczepił go jakiś obcokrajowiec.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale wie pan może jak stąd dojść do Grobu Nieznanego Żołnierza? <*wszystkie rozmowy między tą dwójką są prowadzone w j.angielskim*> –powiedział nieśmiało turysta o śródziemnomorskiej urodzie i w wieku podobnym do niego. Feliks chwilę się zawahał, ale odpowiedział:
-Jasne, mogę sumie pana tam zaprowadzić, to niedaleko.
-Naprawdę? Dziękuję! –odparł rozpromieniony.
Powoli kierowali się w odpowiednią stronę. Brunet z zainteresowaniem chłonął wszystko co zobaczył. Feliks powiedział rozbawiony:
-I jak się panu podoba w Warszawie?
-Oh, niesamowite miasto! –powiedział już bardziej ośmielony. –Szczerze mówiąc nie spodziewałem się jakiejś rewelacji po przyjeździe tutaj –mówił robiąc zdjęcie jednej z kamienic –ale jednak to miejsce ma swój klimat.
-Miło mi to słyszeć –odpowiedział uśmiechnięty Feliks. W ich dalszej rozmowie okazało się, że turysta pochodził z Włoch i wygrał w jakiejś loterii trochę pieniędzy, które postanowił wydać na wycieczkę po stolicach europejskich. Blondyn postanowił pokazać mu  jeszcze kilka ciekawych miejsc. Przeszli chyba po wszystkich zakątkach Starego Miasta, przesiadywali parku Saskim i rozmawiali jakby byli dobrymi kumplami. Były już późne godziny popołudniowe, gdy poszli razem do jakiejś knajpki.  Czekając na zamówienie Feliks oparł się łokciami o blat stolika.
-Może się to się wydać dziwne, ale mam wrażenie jakbym pana znał już od wielu lat –powiedział zamyślony – głupio tak mówić, ale zazwyczaj jestem jestem dość nieśmiały, ale z panem mi się bardzo miło rozmawia. –brunet uśmiechnął się radośnie. Czuł się podobnie.
-Może przejdziemy na „ty”? – zaproponował wyciągając rękę przed siebie.
-Jasne! Jestem Feliks –uścisnął mu dłoń.
-Feliciano, miło mi.

czwartek, 16 stycznia 2014

Jak to z tym Gilbertem było? cz.4 -ost.

Przy drzwiach na zewnątrz stał Litwa, a tuż obok Prusy, ze swoim zawadiackim uśmieszkiem. Ameryka odruchowo szybkim ruchem wyciągnął pistolet i wycelował w niego. Jego ręce trzęsły się niesamowicie. Wzrok miał pusty, tak jakby zobaczył ducha. W sumie to dużo nie mijało się z prawdą.
-Jakim cudem… ty… -zdołał tylko wysyczeć. Gilbert ledwie zaszczycił go spojrzeniem, skrzyżował ramiona na piersi i odpowiedział:
-Chyba coś wam nie wyszło. –uśmiechnął się złośliwie. Feliks w duchu go podziwiał, nie wyobrażał sobie, jak można w takiej sytuacji być aż tak opanowanym.

Potem wszystko działo się w mgnieniu oka.
Ameryka o nic już więcej nie pytając zawołał Szwajcarię i Szwecję, którzy byli akurat w pobliżu. Nie ukrywając zdziwienia, którego nawiasem mówiąc Polska nigdy nie widział na ich wiecznie poważnych twarzach, wykonali rozkaz obezwładnienia niespodziewanego gościa. Prusy nawet nie zareagował, wyglądało to jakby się tego spodziewał.
Ameryka wskazał palcem na Litwę i Polskę.
-A wy dwaj idziecie ze mną! Macie mi to wszystko wyjaśnić!
Zanim zdążyli cokolwiek powiedzieć Feliks kątem oka zobaczył jeszcze twarz stojącego w oddali Ludwiga, który obserwował całą sytuację.

Nigdy nie widział go w takim stanie.

***
Zaprowadził ich do niewielkiej sali. Gdy sytuacja nieco się ustabilizowała, oprócz nich było tam jeszcze kilka najważniejszych państw, a przy drzwiach stali Szwecja i Szwajcaria w roli ochroniarzy. No i Prusy. W kajdankach.
Z chaotycznych rozmów usłyszeli, ze odwołali konferencję nie podając przyczyny. Ciekawe jak się potem z tego wytłumaczą. Wśród państw nie zauważył Niemiec, pewnie bali się, że będzie zbyt stronniczy. Polska i Litwa siedzieli obok siebie, trochę dalej Prusy w obstawie, a naprzeciw cała reszta.
-Feliks –szepnął Toris –w coś ty mnie wpakował? Drugi dzień odkąd z tobą gadam z własnej woli i zobacz gdzie się teraz znajdujemy? –schował głowę w dłoniach. Polska nie odpowiedział, tylko wlepił wzrok w ziemię. To wszystko poszło nie tak.
-Zacznijcie wszystko od początku. Z waszych wcześniejszych wyjaśnień nic nie zrozumiałem. –powiedział Ameryka.
Eh… -westchnął Polska –wczoraj byłem na spacerze w lesie, gdy on nagle wyskoczył zza krzaków. Na początku mnie nie rozpoznał, ale potem, gdy wszystko sobie przypomniał, powiedział mi, że jego ostatnim wspomnieniem jest huk wystrzału z broni. 70 lat temu. Potem postanowiliśmy, że pójdziemy do Litwy po radę. No i tam zdecydowaliśmy, że powiemy wam o tym dziś. –rozłożył ręce –i to wszystko. Naprawdę sami nie wiemy o co w tym chodzi, myśleliśmy, że wy będziecie wiedzieć więcej.
-Procedura egzekucji przeszła bez zakłóceń. –powiedział tym razem Anglia –Takie rzeczy wykonywano już wiele razy i nigdy nic takiego nie miało miejsca.
-A jednak Gilbert jakimś cudem żyje –wtrącił się Litwa – mam pewną teorię. Skoro nie znamy wszystkich zasad tego świat, to możliwe, że wystąpiło coś w stylu paradoksu. Egzekucja nie odbyła się dla waszej korzyści tylko dla ogółu.
-Bzdura –zaoponował Alfred – nie w tym tkwi rzecz. Egzekucje tego typu były już wykonywane na przestrzeni wieków, niemal identyczne jak jego. Tu musi chodzić o coś innego. Nastała niezręczna cisza, nikt nie wiedział, o co jeszcze mogą spytać. W końcu odezwał się Francja:
-Czy wszystko co powiedział Polska jest prawdą? –zwrócił się pytająco w stronę Prus. Tamten milczący od samego początku prychnął:
-Nie, przez 70 lat trzymał mnie u siebie w piwnicy, a ja mu w zamian przemycałem wusty od Westa –Feliks zgromił go wzrokiem, a cała sala zaniemówiła skonsternowana –Dobra, już dobra, wszystko co mówił to prawda. –Prusy wysłał Polsce spojrzenie mówiące mniej więcej tyle co ‘Sorry, nie mogłem się powstrzymać’.
-Proszę sobie nie żartować! To jest poważna sprawa! –mówiąc to Ameryka uderzył zdenerwowany ręką w stół. –Moim zdaniem najrozsądniejszym wyjściem byłoby ponowienie egzekucji.
Wszyscy wstrzymali oddech.
-Nie sądzisz, że to zbyt pochopny wyrok? Musimy wszystko dokładnie przeanalizować. –powiedział Anglia.
-I co? Żeby znów zaczął atakować? Trzeba się z nim rozprawić jak najszybciej. –odpowiedział stanowczo.
Polska nerwowo zaczął gryźć wargę, zupełnie inaczej to sobie wyobrażał. Spojrzał na Włochy błagalnym tonem. Tamten jednak był nie mniej przerażony niż on, co było łatwe do przewidzenia. Zapewne również niewiele mógł zdziałać.
Przeniósł wzrok na Litwę, mierzyli się wzrokiem z mieszanymi uczuciami. Co mają w takiej sytuacji zrobić?
Nagle Feliks przypomniał sobie rozmowę na schodach przed budynkiem.
‘Będę tego żałował.’
-Zgłaszam sprzeciw! –powiedział dosadnie, a cała sala zwróciła wzrok na niego, nawet Prusy nie krył zaskoczenia. Ameryka spojrzał na niego podejrzliwie.
-Masz jakieś uzasadnienie? –prychnął.
‘Brawo Felek, masz u niego przekichane do końca życia.’ Feliks wciągnął głęboko powietrze i powiedział:
-Nie uważam, by stanowił jeszcze niebezpieczeństwo, minęło już przecież tyle lat od tamtych zdarzeń… Powinniśmy dać mu szansę. Nie ma nawet już swojego terytorium, armii ani poddanych… Nie może nic zrobić. Czy byłoby dużym problemem, gdyby mieszkał u Niemiec? Wiele razy się tak zdarzało, ktoś brał pod opiekę inne państwo. –Polska zamilknął na chwilę –Oraz najważniejsze: czy przyszedłby tu z własnej woli, gdyby miał złe zamiary? Nawet największemu wrogowi trzeba umieć wybaczyć. –spojrzał na Gilberta –ja już to zrobiłem.

Znów nastała cisza. Po chwili Anglia zabrał głos:
-Czy uważasz jednak, że są to wystarczające powody by go zupełnie uniewinnić? To wszystko co zrobił… -zacisnął pięści –to zasługuje na najwyższy wymiar kary.
-No dobra, załóżmy, że go znowu go zabijacie –Feliks skrzyżował ręce na piesi. –i co dalej? Myślcie przyszłościowo. Wierzycie, że to można załatwić poprzez zrobienie drugi raz tego samego? Pojawi się tu za 70 lat i tak w kółko? To trzeba zbadać, omówić, a nie podejmować od razu decyzję w sprawie czyjegoś życia! –Feliks odetchnął. Litwa popatrzył na niego z podziwem. Nie spodziewał się tego po nim.

Nagle z krzesła wstał Włochy i podszedł do Ameryki. Szepnął mu coś do ucha na co tamten zmarszczył brwi. Westchnął.
–Wyprowadźcie Polskę, Litwę i Prusy na zewnątrz. –powiedział niechętnie po namyśle do Szwecji i Szwajcarii –Musimy omówić to bez nich.

***
Siedzieli przed salą już jakieś kilka godzin. Wciąż nie było żadnych wieści, nie mieli zamiaru im jeszcze nic mówić. Polska chciał coś powiedzieć Prusom, jednak jego ochroniarze i tak by mu na to nie pozwolili. Siedział więc zrezygnowany obok Torisa patrząc się tępo w podłogę. Każda minuta wydawała się trwać wieczność. Zastanawiał się jak to dalej będzie. Czy naprawdę mogą być tak bezmyślni, by zabijać go jeszcze raz? Czy nie rozumieją, że to nic nie rozwiąże? Zacisnął pięści. A najgorsze jest to, że przecież powinien się z tego cieszyć.
‘Jakimś cudem Prusy się odradza. Na szczęście postanawiają go ponownie zabić.’
Tak powinien się czuć. A jest zupełnie na odwrót. Dlaczego? ‘Dlaczego idioto chcesz, żeby on żył?!’
Nie umiał sobie na to odpowiedzieć.

Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Ameryka.
- Już wszystko ustalone. Możecie wejść.
Zerwali się w pośpiechu i jak porażeni weszli do sali.
Alfred westchnął.
-Proszę o uwagę... –zamilkł na chwilę –ustaliliśmy tymczasowo odroczyć nakaz egzekucji aż do wyjaśnienia sprawy. Jednakże, jeśli dowiemy się o jakichkolwiek nieprawidłowościach ze strony Prus wyrok zostanie powtórzony. Nie będzie miał jednak prawa do uczestniczenia w światowych konferencjach ani innych tego typu spotkaniach. –wychodząc zły z sali powiedział jeszcze –jest wolny. Zdejmijcie mu kajdanki.

Polska i Litwa chwilę się wahali, jednak po chwili uściskali się serdecznie. Sala powoli pustoszała. Podeszli do Prus, by wyjść razem z nim.
-E.. no ten… tak ogólnie to dzięki. –powiedział szczerze uśmiechnięty –w życiu bym nie pomyślał, że mnie możesz kiedyś uratować.
-Chyba ci coś obiecałem, nie? A jak ja już coś powiem, to nie ma odwrotu. Znasz mnie przecież. –również uśmiechnął się serdecznie –Chodźmy teraz do Ludwiga! Pewnie flaki sobie wypruwa z niepewności... Gdybyście widzieli jego minę! –uśmiechnął się złośliwie.

***
Nastał dzień kolejnej światowej konferencji. Polska i Litwa spotkali się na miejscu.
-Hej Feliks! Słyszałeś wieści? –powiedział Toris rozbawiony.
-Hm? Co się stało? –spytał zaciekawiony.
-Finlandia mi powiedział, że był zanieść jakiś list Węgrom i poszedł tam prawie w tym samym momencie co Prusy!
-Jakoś nie wierzę, żeby to był przypadek…
- No i schował się knypek za jakimiś krzakami, bo sobie obejrzeć całą sytuację z pierwszej ręki! Uwierzył byś? Podobno pierwszą jej reakcją na zobaczenie Gilberta było  przyłożenie mu patelnią. –zaśmiał się. –Hm, w sumie można się było po niej tego spodziewać…
-Biedna patelnia –mruknął rozbawiony Feliks.
- Potem oczywiście zaczęła się na niego drzeć. Ona to ma jednak temperament. A na końcu rzuciła mu się w ramiona. –westchnął –kobieta zmienną jest…
Feliksa coś zakuło w sercu. Wiedział, że dla Węgier Prusy zawsze był i będzie na pierwszym miejscu. Uśmiechnął się jednak.
-Ja tam bym tak Finlandii nie wierzył… Pamiętasz jak opowiadał Szwedkowi naszą bitwę pod Grunwaldem? –wziął ręce pod boki rozbawiony –zebrałeś wszystkie laury!
-E tam, wcale tak bardzo to nie odbiegało od prawdy…

Weszli do środka i pierwszy raz od dawien dawna usiedli obok siebie. Polska jeszcze szepnął do Litwy:
–Nic jednak nie pobije miny Ludwiga, gdy Gilbert wbił mu do domu mówiąc ‘Jak tam West? Użyczysz trochę chatki starszemu braciszkowi, no nie?’ –obaj zaczęli się głośno śmiać.

-Proszę o ciszę! –tymczasem starał się przekrzyczeć tłum Ameryka –Witam na kolejnej światowej konferencji! Dzisiejszym tematem będzie problem globalnego ocieplenia…


~~ 
A więc koniec mojego pierwszego ff :3 wiem, nie było on najwyższych lotów (ten mój beznadziejny styl pisania ;_;), nie wykorzystałam też potencjału tego tematu, no ale postaram się, żeby następne fanfiki były lepsze. Dziękuję w ogóle, że ktoś to czyta <3 Mam już mniej więcej zarys kolejnego ff, więc pierwszą notkę postaram się wstawić gdzieś w przyszłym tygodniu~

niedziela, 5 stycznia 2014

Jak to z tym Gilbertem było? cz.3

W trzej siedzieli przy stole z poważnymi minami.
-Czyli po wystrzale pierwsze co pamiętasz to przebudzenie w krzakach? –spytał Toris popijając herbatę. Zanim Feliksowi udało się go doprowadzić do stanu, który bardzo naciągając można by nazwać opanowanym, musiało minąć sporo czasu.
-Tak, mówię ci to już setny raz. Nic więcej nie pamiętam i nie mam pojęcia co tu się wyrabia. Według wszelkich praw logiki nie powinienem istnieć, a jednak siedzę tu przed wami. –odpowiedział kąśliwie Prusy.
- Z tego co mi się wiem, mogłeś być chyba pierwszym państwem, które zabito w taki sposób.
-Taki? Czyli jaki? –spytał niepewnie.
-Chodzi mi o to, że w przeszłości wszystkie państwa znikały w wyniku podbojów, a ty zostałeś unicestwiony przez osoby trzecie. One nie chciały twoich ziem, po prostu uważały, że stanowisz zagrożenie dla pokoju Europy.
-I co w związku z tym?
-Jeszcze nie poznaliśmy w pełni zasad tego świata. Może po prostu unicestwienie ciebie w taki sposób było jakimś paradoksem i może dlatego odrodziłeś się na nowo?
-Ale czemu po tylu latach? I jakim cudem, skoro nie ma własnych ziem?! –wtrącił się Feliks.
-Nie wiem… nie mam pojęcia. Mamy za mało danych. Potrzebujemy jakichś akt, cokolwiek, co mogłoby nam powiedzieć coś więcej o egzekucji.
-No to proste: robimy włam do archiwum i patrzymy co spartaczyli. –uśmiechnął się złośliwie Gilbert.
-Porąbało cię? –skarcił go Polska –światowe archiwa są jednym z najbardziej strzeżonych miejsc na świecie. Nie lepiej załatwić to drogą oficjalną? No wiesz… pójść z wizytą do Ameryki?
-Pff… On mi nie da nawet dojść do słowa tylko od razu mi strzeli w łeb tą jego ulubioną zabaweczką!
-W świetle prawa –powiedział Litwa –to powinniśmy o tym powiedzieć reszcie na jutrzejszej światowej konferencji, ale…
-W świetle prawa to ja nie istnieję.
-No wiem, właśnie dlatego myślę, że najrozsądniej byłoby pójść do Ludwiga. Dałby ci przez jaki czas pomieszkać u siebie, a potem się zobaczy.
-I co? Aż do końca świata będę u niego przesiadywał? W końcu ktoś mnie zauważy.
-Gilbert, musimy powiedzieć o tym na konferencji. –powiedział Feliks –to jedyne wyjście. Może pozwolić nam na dowiedzenie się czegoś więcej o tym świecie.
-A ty chciałbyś być ponownie zabijany dla dobra świata?
-Może twoje winy już się przedawniły? Może będziesz mógł u Ludwiga mieszkać legalnie.
-Za dużo tych „może”. Nic z tego. Nie dam się tam zawlec.
Nastała niezręczna cisza.
-Wstawimy się za tobą. –niespodziewania powiedział Polska. Litwa spojrzał się na niego z przymrużonymi oczami, ale nic nie powiedział. –jeśli będą chcieli ciebie zabić przeszkodzę im w tym. Już nie jesteś taki jak kiedyś. –dokończył.
Gilbert spojrzał się na niego z zaskoczeniem. Nie wiedział co myśleć. Jeśli nie pójdą jutro, to jest większe prawdopodobieństwo, że znów go zabiją jak go kiedyś zauważą. A tak… może jest jakaś szansa.
-Zgoda. –westchnął.

***
Nastał dzień konferencji. Prawie wszystkie państwa już przybyły.
-Proszę o zajęcie miejsc! –starał się przekrzyczeć tłum Ameryka. Miał już tego dość, zawsze ta sama historia. –Czy oni nie mogą przestać zachowywać się jak zwierzęta? –westchnął pełen żalu i nienawiści do otaczającego go świata Alfred.
-Nie umiesz być po prostu asertywny mój kolego. –powiedział popijając herbatę Artur. Jak ten Brytol go wkurzał. Na szczęście jednak sala zaczęła się uspokajać i każdy powoli zaczął zajmować swoje miejsca.
-Kogoś brakuje? –Anglia zauważył dwa puste miejsca.
-Skoro nikt na nich nie siedzi to znaczy, że tak, geniuszu. – odpowiedział mu pełen satysfakcji Alfred. Spojrzał na listę obecności. Nie było na niej Litwy i Polski. ‘O, chyba nasze papużki nierozłączki się pogodziły…’ Będzie musiał potem sprawdzić, czy przypadkiem czegoś nie kombinują.
-Trudno, musimy zacząć bez nich. –chrząknął i zaczął głośniej –Witam wszystkich na ogólnoświatowej konferencji! Dziś musimy omówić…

***
-Pośpieszcie się ludzie! I tak już jesteśmy spóźnieni! I co my teraz zrobimy? Wejście smoka? „Hej, Prusy ożył, tak?”
-Feliks, przestań, postaw się w jego sytuacji, oni mogą go chcieć ponownie… unicestwić. –szepnął do niego Toris. W oddali widzieli już budynek, w którym zaczynała się konferencja.
-Idę, przecież idę. –burknął Gilbert –nie musisz mnie poganiać na moją egzekucję.

Feliksa zaczęły drażnić wyrzuty sumienia. A co jeśli naprawdę tak się stanie? To był przecież jego pomysł. Mimo tego wszystkiego co Prusy mu zrobił, nie będzie mógł sobie tego wybaczyć.
Doszli pod wielkie wrota.
-Za ile będzie przerwa? –spytał Polska.
-Hm... –Litwa spojrzał na zegarek –za jakieś pół godziny.
-No to może byśmy tutaj poczekali i wtedy poszli do Ameryki? Bo jakoś sobie nie wyobrażam, żebyśmy tam teraz weszli.
-Masz rację, zaczekajmy na odpowiedni moment.
Polska podszedł do Prus siedzącego na schodach. Wydawało się to niemożliwe, ale był jeszcze bladszy niż zazwyczaj. Usiadł obok niego.
-Przepraszam. –powiedział nagle Gilbert.
-Co…? –spytał zdziwiony Feliks.
-No za to wszystko co Ci zrobiłem… Teraz, gdy nie mam żadnego terytorium, czuję się bardziej człowieczy. Dochodzi do mnie ogrom tego wszystkiego co zrobiłem…

Polska patrzył się na niego z konsternacją. Czy to powiedział ten sam Prusy, którego znał od wieków? Czy naprawdę mógł aż tak się zmienić?
-Em... –westchnął –Taka już nasza natura. Wywołujemy wojny nie martwiąc się konsekwencjami. Nie powinieneś się tym teraz zadręczać. To było tyle lat temu, że ci już wybaczyłem. –uśmiechnął się do niego smutno. Długo siedzieli tak w milczeniu.

***
Na sali poniósł się szum rozmów, a Ameryka westchnął ze zmęczenia. Wreszcie upragniona przerwa. Mógł chwilę odpocząć nie przekrzykując wszystkich dookoła. Wstał z miejsca i od razu poszedł w stronę szatni, by wziąć sobie coś do jedzenia. Już rozmarzał nad pysznościami jakie znajdują się w jego plecaku, gdy nagle podszedł do niego Polska z grobową miną.
-O, cześć Feliks. Czemu cię wcześniej nie było?
-Mogę cię prosić na chwilę? Muszę ci coś pokazać.
-Nie możesz tego zrobić później? –odparł dość niechętnie Alfred. ‘Moje hamburgery na mnie czekają.’ –dodał w myślach.
-Nie rozumiesz, że to pilne? –powiedział już lekko zdenerwowany Polska.
‘Czego on ode mnie chce?’ Ameryka tęsknie popatrzył na drzwi od szatni. –Dobra, niech ci będzie, byle szybko. –razem podeszli do bocznego wyjścia. Feliksowi zaczęły się lekko trząść ręce, co nie uszło uwadze Alfredowi.
-Wszystko w porządku? –spytał podejrzliwie.
-T-tak. –Feliks przełknął ślinę. – Tylko nie rób za dużo rumoru, ok? –powiedział otwierając drzwi.


~~

Mam wrażenie, że strasznie wypaczyłam charakter Gilberta. Przepraszam :x następną część uda mi się wrzucić chyba dopiero za dwa tygodnie :c (i tak nikogo to nie obchodzi ~~trolloo~~ xD)

niedziela, 29 grudnia 2013

Jak to z tym Gilbertem było? cz.2

Gilbert usiadł na pobliskim kamieniu i próbował się uspokoić.
-Ostatnie co pamiętam, to to jak celowali we mnie tą ich swoją ulubioną zabaweczką. –prychnął – a potem? *puff* I jakimś magicznym sposobem znajduję się tutaj, kilkaset metrów od twojego domu! Czy ktoś może mi wyjaśnić co tu się do jasnej cholery dzieje?!
Feliks stał naprzeciw niego pocierając dłoń o brodę. Nie wiedział co o tym myśleć. Co ma teraz robić?
-Emm… zdążyłem już zniknąć z mapy świata? –spytał się niepewnie Prusy.

‘Ha! Gościu! A jak zareagujesz, że Ruskie sobie u ciebie eksklawę zrobili?’ pomyślał. Nie powiedział tego jednak. Bał się, że mu na jego własnym terenie padnie na zawał.

-Jakby to ująć… -zaczął zamiast tego.
-No mów bez owijania!
-Tak jakby minęło prawie 70 lat…
-CO?! Zamorduję ich! Przez tyle lat nie wiadomo co się ze mną działo i teraz nagle tak, ni stąd ni zowąd, się pojawiam?! –Gilbert wstał i zaczął chodzić w kółko.
-Też chciałbym wiedzieć o co biega. Wszyscy myśleli, że ty… no wiesz –Feliks zaczął się jąkać –i cię nie ma nawet na mapach ani nic… jakby wszystko poszło zgodnie z planem.
-Cholera! Pójdę do nich i ich zamorduję! Obiecuję! –jego twarz kipiała ze złości.
-Gilbert! Zaczekaj! Wiem, że moje zdanie się dla ciebie najmniej teraz liczy, i że przyjaciółmi to my nie byliśmy, ale musisz mnie przez chwilę posłuchać. Nie możesz tak po prostu ogłosić swojego zmartwychwstania.
-No to co ja mam według ciebie zrobić, hę?
-Zaprowadzę cie do mojego domu, muszę wyjaśnić ci parę rzeczy.

***
Oba państwa siedziały naprzeciw siebie przy stole. Trzeba przyznać, że było to dla nich dziwne uczucie. Przez te wszystkie lata walczyli ze sobą, byli swoimi największymi wrogami, a teraz siedzą tak jak gdyby nigdy nic.
-W tym świecie już nie można sobie ot tak kogoś zaatakować, granice są już ściśle wytyczone i nikt nie zamierza ich zmieniać. Jest wiele organizacji strzegących pokoju na świecie. Nic na to nie poradzisz. Rozumiesz już? –Prusy  ukrył twarz w dłoniach. Polska nie widział go jeszcze nigdy tak bezradnego. To wydarzenie go zmieniło. Zastanawiał się co mogą w tej sytuacji zrobić. ‘Że też Węgry musiała akurat wczoraj wyjechać na jakieś spotkanie!’. Kogo innego znał na tyle dobrze? Tak, że wiedział, iż go nie wyda?
‘Chyba sobie kpisz.’
‘Nawet o nim nie myśl’
‘Nie próbuj nawet’
Feliks westchnął. No tak. Jedyną taką osobą był nie kto inny jak Toris. Mimo wszystko przez co przeszli… Może ze względu na starą przyjaźń posłuży mu jakąś radą? Gdy tworzyli jedno państwo to on zawsze zajmował się wychodzeniem z trudnych sytuacji. Polska nie miał głowy do tego.
-Myślę, że powinniśmy się poradzić Litwy.
-Jego? A co on ma do tego?
-To, że to jest jedyna osoba, której mogę w miarę zaufać oraz potrafi logicznie myśleć i może podpowiedzieć nam co zrobić.
-Ehh… żeby prosić o pomoc swoich dawnych wrogów. –skrzyżował ręce na piersi. –No nic chodźmy.

***
Mimo iż Polska miał samochód to wolał jednak pojechać na swoim koniu. Pomyślał, że nie będzie tak bardzo widoczny i dostanie się do domu Torisa na skróty. Jednak z powodu, że miał tylko jednego, Prusy musiał siedzieć razem z nim.
Jadąc tak Polska powiedział lekko się rumieniąc:
-To się nie wydarzyło, prawda?
-Zgoda. –powiedział z grobową miną Gilbert. Nie przejmował się tym, że ktoś go zobaczy. Przejmował się tym, że go ktoś zobaczy w takiej sytuacji. –Jakby co to szedłem piechotą. Albo coś w tym stylu.

***
Dojeżdżali już do domu Litwy, zza drzew było widać jego dworek. Feliks po tylu latach wciąż pamiętał drogę.
-No dobra, to zrobimy tak. –powiedział Feliks zsiadając z konia –Ty tu zaczekasz, tak by cię Toris nie zauważył, a ja cię potem zawołam.
Prusy westchnął –A po co ta cała szopka? Nie możemy od razu pójść razem? Chcę zobaczyć jego minę. –uśmiechnął się złośliwie Gilbert.
-Eee... –zaczął się jąkać –no bo ja już z nim nie utrzymuję dobrych kontaktów, wiesz, po zdarzeniach z XX w… tak jakby nie jesteśmy już przyjaciółmi. Nie mogę tak od razu z tobą wyskoczyć. Nie chcę biedaka wystraszyć.
-Ech, no ok, ok. Tylko się sprężaj. –wymruczał Prusy i oddalił się trochę –będę się kręcił gdzieś w pobliżu.

Polska podszedł do płotu, przywiązał konia i przeszedł przez furtkę. Nie było tu od kilkudziesięciu lat, od tamtych dni… Przełknął ślinę. Nie wiedział czy jest na to gotowy. Minęło tyle czasu…
Stanął naprzeciwko drzwi. Myślał nad tym, co może powiedzieć Litwie.
‘Cześć! Wiem, że się już nie lubimy, ale Prusy zmartwychwstał i musisz mi pomóc.’
Walnął głową we framugę. To przecież idiotyczne.
‘To będzie trudniejsze niż myślałem.’
Jednak wreszcie się odważył. Zadzwonił dzwonkiem. Radosny świergot ptaków rozniósł się po całym domu. Oczekiwanie na otworzenie drzwi wydawało się dla Feliksa wiecznością. Przez chwilę myślał nawet nad ucieczką, ale w porę się opanował.
Wreszcie drzwi się otworzyły i stanął w nich Litwa. Polska od dawna mu się nie przyglądał. Nawet nie pamiętał kiedy się tak zmienił. Jego niegdyś wesołe, błękitne, pełne blasku oczy były teraz zszarzałe, o mądrym spojrzeniu. Wyglądały tak, jakby przeszły wiele i nauczone doświadczeniem stały się bardziej czujne i poważne. Feliks wiedział, że tak właśnie było.
Gospodarz spojrzał na swojego niespodziewanego gościa najpierw zaskoczony, jednak niemal natychmiast jego wzrok stał się chłodny i podejrzliwy.
-Po co tu przyszedłeś? –burknął.
I właśnie w tym momencie Feliksa coś zakuło w serce. Czy to ten sam Toris, którego znał z dzieciństwa? Jak mógł doprowadzić do tego, żeby aż do tego stopnia się znienawidzili? Przychodzenie tutaj było beznadziejnym pomysłem. Miał ochotę sam sobie przywalić za to, że przyszło mu do głowy prosić o pomoc Litwę.
-Przepraszam. To był zły pomysł.
-Hę? –spytał skonsternowany, ale wciąż nieufny Toris.
-Nie powinienem był tutaj przychodzić. Przepraszam, że zmarnowałeś swój czas. –powiedział zmieszany i już miał odchodzić, gdy Litwa złapał go za ramię.
-Zaczekaj. –powiedział tym razem łagodniej –to ja przepraszam. Nie powinienem tak reagować. Skoro tu przyszłej z własnej woli to musi być to naprawdę coś ważnego.
Feliks delikatnie przytaknął głową.

***
Szli długim korytarzem. Wszędzie było pełno zdjęć krajobrazów, a także, o dziwo, Litwy i Białorusi. Zaskoczyło go to. Nie wiedział, że ich związek kwitnie.

Było jednak jeszcze coś, co zaskoczyło go jeszcze bardziej.
Kątem oka zauważył ich portret gdy byli dziećmi, oryginał tego, który leży u niego na dnie w szufladzie.

***
-A więc? Co cię tu sprowadza? –powiedział wciąż nieufnie Litwa, gdy siedzieli już w salonie.
-Emm… to dość skomplikowane…
-Mamy czas.
‘No to się nieźle wkopałeś chłopie.’ –pomyślał Feliks.
-Wiem, że to tak głupio po tym wszystkim przychodzić –chrząknął –prosić o radę, ale mam wrażenie, że tylko ty możesz mi pomóc.
-Pomóc…? –zapytał zdziwiony.
-No bo… jakby to… pamiętasz likwidację Prus, nie?
‘Brawo Feliks większej głupoty palnąć się nie dało’
-Co to w ogóle za pytanie? –Toris zmrużył oczy. –Oczywiście, że tak.
-To zaczekaj tu chwilę, ok? –powiedział Polska i poszedł w stronę wyjścia.
-Jeśli mi zaraz nie powiesz o co chodzi... –nie zdążył dokończyć swojej groźby, albowiem Feliks otworzył drzwi frontowe. Obok nich siedział już Gilbert, który od razu zerwał się na równe nogi.
-No nareszcie! Ileż można czekać! Herbacianą pogawędkę sobie urządziliście, czy co?

-Jezuniu… -Litwa schował twarz w dłoniach –chyba nici z dzisiejszej randki z Natalią. 

~~

Miał być one shot, wyjdzie chyba coś sporo dłuższego ;) To mój ostatni post przed Nowym Rokiem, w przyszły weekend powinnam coś dodać.

piątek, 27 grudnia 2013

Jak to z tym Gilbertem było? cz.1

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się jakim cudem Prusy pojawia się w anime/mandze w czasach teraźniejszych, skoro od 1947 roku nie istnieje? Oto przedstawiam wam mój pierwszy ff, który postara się Wam to wyjaśnić :)

Feliks długo patrzył znudzony na obłoki leniwie sunące po niebie. Słońce paliło go w oczy, a dodatkowo nie mógł znaleźć odpowiedniej pozycji dla siebie. Lato dawało mu się we znaki. Nie mógł sobie wyobrazić jak Hiszpania wytrzymuje te upały. Postanowił zrobić sobie krótką przerwę w wypełnianiu dokumentów nadesłanych przez szefa i leżał teraz na hamaku w ogrodzie przed swoim dworkiem. Miał już dość papierkowej roboty.  Coraz częściej odczuwał uczucie pustki. Odkąd pamięta większość jego życia zajmowały konflikty, wojny, podboje. Nie żeby tamten stan rzeczy mu odpowiadał, nie chciał by jego naród cierpiał, jednak czuł, że właśnie to było istotą jego istnienia, tak jak innych państw. Być najpotężniejszym. Najlepszym. To przecież było priorytetem każdego na przestrzeni setek lat.

Ale czasy się zmieniły.

Teraz najważniejsze to pilnować pokoju na świecie, integrować się, wzmacniać więzi. Feliks pufnął. Więzi. Chcą związać cię tak, byś nie stanowił już zagrożenia.
Wstał z hamaku i poczłapał się po coś do picia. Jego jedynymi atrakcjami były arcynudne spotkania z szefem i słuchanie jego żmudnych wywodów. Co prawda widywał  się czasami z jakimś innym państwem, jednak były to zazwyczaj konferencje światowe, albo gadanina na temat wspólnej współpracy. Owszem , były też takie przyjacielskie, jednak nie zdarzały się one za często, ponieważ gdy ktoś zostanie przyłapany to od razu brane jest to jako objaw spiskowania.
Feliks zacisnął pięści. Gdyby chociaż miał z kim tak spiskować! Co prawda raz na jakiś czas spotykał się z Węgrami, jednak ona miała wielu adoratorów i wiedział, że nie miał u niej szans. Z Torisem praktycznie w ogóle nie gadał, ich stosunki wciąż były nienajlepsze po zdarzeniach z XX w. Od dawna nie zamienili ze sobą nawet słowa, gdy nie było takiej potrzeby.
Nalał sobie kompotu do szklanki. Zachód także nie traktuje go poważnie. To przez tego szefa Rosji był odcięty na kilkadziesiąt lat od świata. I dziwią się dlaczego nie jest tak rozwinięty gospodarczo jak oni. Westchnął. Brakowało mu tych czasów kiedy coś znaczył na świecie. Gdy nie był tylko „tym na wschodzie”.

Odstawił szklankę i poszedł do swojej sypialni. Uklęknął przed komodą i otworzył najniższą szufladę. Pełno w niej było gratów i starych map. Po przegrzebaniu tony rupieci wreszcie odnalazł to, czego szukał. Mały portret jego i Litwy, gdy byli dziećmi. Uśmiechnął się smutno. Pamiętał,  jak musieli stać tak długi czas zanim nadworny malarz pozwolił im odejść. Była to kopia-miniaturka. Nawet nie wiedział, gdzie znajduje się oryginał. Może został spalony? Zniszczony? Ostatni raz widział go przed rozbiorami w sali balowej. Ach, sala balowa. To było coś… Doszczętnie zniszczona tak jak cały jego ówczesny pałac. Spojrzał jeszcze raz na obraz. Byli wtedy najlepszymi przyjaciółmi, a teraz nawet nie chcą się znać. Schował z powrotem wszystko do szuflady. ‘Na co ci to było, masochisto?’ spytał siebie w duchu.

 ’Przywołałeś tylko niepotrzebne wspomnienia’

Polska mimo upałów postanowił się przejść. Wyszedł na zewnątrz i od razu buchnął na niego gorąc.
-Tiaa… to nie był chyba dobry pomysł.- mruknął.
Zastanowił się jednak i poszedł dróżką do lasu. Tam było trochę chłodniej. Wszędzie było słychać śpiew ptaków i szum liści. Kochał tu chodzić. Co jak co, ale spacery były jedną z jego ulubionych czynności. Zaraz po chrupaniu paluszków oczywiście. Z sielanki wyrwał go odgłos poruszanych liści krzewu. Nie wiedział, że w jego przydomowym lasku są dzikie zwierzęta. I to takie, które klną pod nosem. Skarcił sam siebie za to, że nie ma przy sobie żadnej broni. ‘Kto to może być?’. Podszedł powoli do krzewu i miał za niego zajrzeć , gdy nagle wyskoczyła zza niego postać wymachująca we wszystkie strony rękami.
-Cholera! Ile tu robali! –wykrzyknął wysoki albinos. Zaczął otrzepywać swój granatowy mundur, gdy w końcu zauważył zdębiałego Polskę.
- Hej, koleś, wszystko ok? –spytał machając mu ręką przed oczami. –Skądś cię znam. Musiałem ostro wczoraj zabalować. –rozejrzał się dookoła. –Gdzie ja tak w ogóle jestem? Jednak zamyślił się chwilę i niespodziewanie uśmiechnął. –Ach, no tak! Kogo my tu mamy? Nasz kochany lord Polska! Jak tam zniszczenia? –Pchnął go tak, że Feliks upadł na ziemię. –Ta wojna jest już wygrana i nic tego nie zmieni!

Gdyby nie zupełny surrealizm tej sytuacji Polska pewnie by odszczeknął mu jedną z jego ripost, albo walnął by go w pewne czułe miejsce. Może doszłoby nawet do walki wręcz. Nie zrobił tego jednak. Leżał na plecach i wciąż patrzył się na niego osłupiały. Tego Gilbert nie przewidział. Zmarszczył brwi.
-Nic mi nie zrobisz? Nie odszczekniesz? Nie spluniesz? Tak już ci mój braciszek mózg wyprał? –już chciał go kopnąć gdy nagle usłyszał zdanie wypowiedziane cienkim, niemal niesłyszalnym głosem.
-Przecież ty nie istniejesz…
Nastała chwila ciszy.
To wybiło go trochę z rytmu. Nie stracił jednak fasonu i odszczeknął mu:
-No przecież stoję tu przed tobą jak byk, o co ci chodzi do diaska?!
Feliks spojrzał się na niego już mniej zdziwionym, a bardziej zaciekawionym spojrzeniem. –To ty nic nie pamiętasz?

Co jak co, ale zbić Prusy z tropu to była nie lada sztuka. Jak widać Polsce się to udało. Stał teraz przed nim nie wiedząc co powiedzieć. Lekko się wahając spytał:
-A co mam pamiętać?

Wyobrażaliście sobie kiedyś taką sytuację, że dowiadujecie się o czymś co niszczy wasz światopogląd? Rujnuje wasze dotychczasowe postrzeganie rzeczywistości?
Właśnie w tym momencie Prusy tego doświadczył. Wszystko sobie przypomniał.

Stali naprzeciwko siebie i mierzyli się wzrokiem. Feliks, korzystając tym razem z osłupienia Gilberta, powoli wstał. Tamten tymczasem zacisnął pięści, a na jego twarzy wykwitł grymas złości.
-Już pamiętam. –warknął. –Ta banda aliantów skazała mnie na śmierć! –kopnął kamień leżący przed nim. Chwilę patrzył sobie pod nogi. –Ale w takim razie dlaczego się tu znalazłem?

~~

Mam wielką prośbę! Jeśli  przeczytałaś/eś ten ff, nawet jeśli ci się nie podobał, proszę, skomentuj! Wystarczy jedynie "było spoko", albo " beznadziejne, daj sobie spokój".  To naprawdę da mi odczucie, że nie piszę tylko do siebie i odda mniej więcej obraz mojej 'twórczości' :P



No to zaczynamy! ;)

O czym będzie ten blog? Głównie fanfction o Hetalii - najróżniejsze: angsty, przygodowe, obyczajowe... pewnie mniej romansideł, bo nie jestem w tym dobra, ale to się zobaczy. Jestem nastawiona na one-shoty (najwyżej kilku częściowe), ponieważ nie mam cierpliwości do dłuższych opowiadań i często po prostu je porzucam. Zapewne ten blog nie będzie miał dużo obserwatorów i wejść (jak ja bym się cieszyła gdyby chociaż jedną osobę zainteresował!). Powiedzmy sobie szczerze - nie umiem reklamować niczego xD miałam Tumblra - nic z tego nie wyszło, miała Aska - ta sama historia. W sumie zakładam tego bloga dla siebie, by mieć wszystkie fanfiki w jednym miejscu, a nie gdzieś w zeszytach (tak, piszę najpierw wszytko w zeszycie - nie wiem czemu, taki nawyk). Jest to pierwsze miejsce, gdzie będę publikowała moją twórczość - taki mini debiut, hah ;)

Co do częstotliwości publikowania ff - nie mam zielonego pojęcia jak to będzie. Teraz jest przerwa świąteczna, więc na pewno coś dodam, może kawałek nawet dzisiaj. Nie wiem jak pójdzie dalej, zapewne będę publikować jedynie w weekendy i zapewne nie we wszystkie (późno wracam ze szkoły i nie mam potem czasu na nic).

I to by było chyba na tyle (ktoś to w ogóle przeczyta?) mam nadzieję, że to wszystko nie skończy się fiaskiem (>‿◠)✌

I macie przystojnego Felka na początek  :3 (pixiv.net)